FELIETON NACZELNEGO: Osobliwe TOP 5 - Samochodowe paszczury...

Przy okazji Świąt Bożego narodzenia, obchodzonego z taką euforią przez ogromną cześć ludzkiej populacji, pozwoliłem sobie na luźne skojarzenia związane z urodą samochodów. Dziś chce je przedstawić publicznie w sposób bezpardonowy i wziąć na warsztat wszystkie te pseudopiękności, które w świecie motoryzacji się zadomowiły i utwierdziły w przekonaniu o swojej wartości wizualnej. Porozmawiajmy o ich wątpliwych atrybutach piękna. Stworzenie ładnego samochodu kiedyś, jak i w dzisiejszych czasach nie jest trudne, choć zdarzały się wypadki trudne do zrozumienia jak np. niezbyt urodziwe BMW Z1 czy szydercze Volvo 340 GL. O to swoiste TOP 5 Samochodowych paszczurów".

Miejsce 5 - FORD SCORPIO (1994-1998) - vel. Ropuch !

Niewiele aut dokonało żywota tak smętnie, jak ostatni, bądź co bądź reprezentacyjny, model Forda na rynku europejskim — Scorpio. Produkcję odnowionej limuzyny rozpoczęto w 1994 roku, niemal w tym samym czasie Opel wprowadził do sprzedaży Omegę B. Odnowione Scorpio bazowało mocno na tym pierwszym, znanym prawie 10 lat wcześniej — z zewnątrz nadwozie wyróżniało się wygładzonymi liniami i tylko sam zarys drzwi przypominał o starym Scorpio.

Problem tego samochodu stanowił jego wygląd, uściślijmy... wygląd tylnej części nadwozia w wersji sedan. Przód wyposażono w owale (atrapa, reflektory) znane póżniej z innych modeli Forda z tych lat (Escort od 1995 r.) czy (Mondeo od 1996 r.). Opisywana tylna cześć nadwozia stanowiła chyba kompletny brak pomysłu na jej zdefiniowanie. Linnia świateł w kształcie paska świetlnego sprawiła, że wizualnie tył Scorpio zrobił się przyciężki. Ten Ford, mimo zachwytów, które budził na początku, nie znajdował nabywców. W 1998 roku postanowiono zaprzestać produkcji aut, a o skali klapy finansowej projektu niech świadczy to, że zrezygnowano nie tylko z nazwy Scorpio (budzącej zapewne niedobre skojarzenia), ale także z produkcji limuzyny klasy wyższej. Po dziś... dzień. I tak topowym modelem w ofercie pozostaje Mondeo z pakietem Individual. Warto tylko zaznaczyć, że praktyczność samochodu i jego prowadzenie była bez zarzutu. W zmodernizowanym wtedy Scorpio sprezentowano starą płytę podłogową i silniki, do których wszyscy zdążyli się przyzwyczaić (mimo że np. benzynowy 2.0 DOHC nadal jest silnikiem niemal doskonałym — wytrzymuje do 800 000 km). Auto jest bardzo dobrze wyciszone, nawet przy wyższych prędkościach zarówno kierowca, jak i pasażerowie nie będą narzekać na brak komfortu. Możemy także poszukać wersji Ghia ze skórzanymi fotelami, wtedy przestaną nas drażnić drewnopodobne okleiny nijak pasujące do reszty (czarno-plastikowej) tapicerki. Cała historia jest śmieszna, ośmiesza raczej tylko Forda, który sam jest sobie winny — mimo iż Scorpio to całkiem porządna limuzyna jak na tamte czasy. Dziś ceny sprzedaży na rynku wtórnym są śmieszne, a sam samochód ma status samochodu egzotycznego.

Miejsce 4 - RENAULT THALIA (2001-2008) - ulubiony rydwan emeryta.

Ten samochód jest jak senny koszmar, który zawsze ma szanse wrócić, bo zobaczysz go na ulicy. Francuska motoryzacja jest przepełniona miłością do samochodu, wszystkie Citroeny i Peugeoty mają i zawsze będą miały ducha ekscentryzmu, francuskiego ducha i stylu życia. Thalia powinna wylądować na śmietniku wspólnie ze starym serem Camembert i sikaczem udającym prawdziwe, dobre wino "Buzet". Renault tym modelem nie kierowało się miłością, a jedynie wypełnieniem luki w rynku — z naprawdę niezłego samochodu, jakim były wszystkie generacje Clio; stworzono prawdziwą szkaradę epatującą brakiem zachowania jakichkolwiek proporcji. Nigdy też nie było samochodem praktycznym — chwalono się 510 litrowym bagażnikiem, ale co z, tego jeśli większość wersji nie miała nawet dzielonych siedzeń, a modele na niektóre rynki wyposażano w metalową grodź nieruchomą między oparciem siedzenia a bagażnikiem — jak tłumaczyli francuscy iluzjoniści Renault — dla poprawienia sztywności, może jakieś Asy wchodziły Thalią w zakręty przy wysokich prędkościach — nie wiadomo.

9 lat na rynku i aż 4 face liftingi to stanowczo za duża dawka, mogąca odbić się "bokiem".

Dzięki tak wielkiemu bagażnikowi, kolana ludzi siedzących z tyłu robiły za podparcie odcinka lędźwiowego dla siedzących z przodu. Nisko opadająca linnia dachu, sprawiała, że do tyłu i tak można było zapakować 2 psy i to też jakieś niewyszukane gabarytowo. Jedyne co ratowało ten samochód tak naprawdę to dobrze skalkulowana cena, poziom wyposażenia oraz genialny silnik 1,5 DCi — o mocy do 80 KM. 2 lata temu pożegnaliśmy Thalię, obecnie straszy druga, dużo lepsza odmiana bazująca na obecnym Clio. Nauka w las, nie poszła...

Miejsce 3 - DAEWOO TICO (1991-2001) - Majestat wózka sklepowego.

Mmmmmhhhhh... zastanawiałem się, czy ten wózek z Biedronki można oceniać pod względem jakiejkolwiek urody. Jest chyba samochodem tak? Ma 4 koła, jest kierownica a pod maską mamy chomika w kółku. Daewoo Tico zaoferowano w Europie, gdy był to już naprawdę mocno przestarzały samochód. I tak naprawdę niewiele go różniło stylistycznie od pierwowzorów, czyli Suzuki Maruti/Alto. Tico było oferowane w Polsce od 1993 roku, ale prawdziwy boom na ten niewielki samochód rozpoczął się 1996 roku, kiedy to Daewoo-FSO zajęło się jego dystrybucją a w późniejszym czasie produkcją. Tico było sprzedawane w wielu państwach świata w tym także w krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie występowało pod nazwą Daewoo Fino. W 1998 roku wprowadzono na rynek model po liftingu — ciężko je odróżnić od poprzedniego. Jedyną zmianą było lakierowanie zderzaków i kilka nowych kolorów w palecie barw. Dużo dobrego należy powiedzieć o... chomiku?... nie! o silniku! 800 ccm o mocy 41 koni nieźle sobie radzi z tym "żelazkiem". Silnik ma opinie trwałego i oszczędnego. Jest to jeden z niewielu wózków sklepowych, któremu nie wrzucamy monet do podajnika — ma czasami radio i nadmuch jakiegoś powietrza. Bagażnik o poj 180 litrów ma o całe 10 litrów więcej niż ten z Fiata CC, więc gospodynie domowe będą zadowolone - 10 paczek cukru więcej. Lubię go, ale słyszałem opinnie, że poruszanie się nim wywołuje śmiech i politowanie. Aaa... i podobno nie warto się o niego opierać na parkingu — blachy mają elastyczność (i grubość) sreberek znanych z opakowań czekolad, te co zawijał świstak : ]

Miejsce 2 - SEAT MARABELLA (1986-1998) - Groteskowy chlebak.

Świat ujrzał ten bajkowy twór w roku 1986, powiązania z Fiatem wtedy Seata były znaczne — dlatego wzięto Pandę 1-wszej generacji, produkowaną już przeszło 6 lat i podobijano jej z każdej ze stron po szerokiej listwie. Wyszło auto o nieciekawym wyglądzie, pozbawione urody o śmiesznej linii.

Potworny samochód do jeżdżenia, kiepsko się prowadzący, głośny, ciasny, nieekonomiczny bez jakichkolwiek zalet. Silnik zapożyczono z Fiata 127 - miał 40 koni i pojemność 903 ccm - dźwięki, jakie wydawał, to było coś pomiędzy kobietą rodzącą... słonia a kobietą przeżywającą szczytowanie. Skrzynia biegów miała 4 przełożenia, była niesynchronizowana i dostarczała tyleż emocji co szukanie kanału w telewizorze pilotem od DVD. Dziś na całe szczęście 90% populacji tych samochodów wyginęła — można spotkać od czasu do czasu ogłoszenia ludzi, gotowych pozbyć się ich za śmieszne kwoty — Darujmy sobie. W 1998 zakończono produkcję, a w ofercie pojawiła się Arosa bazująca na Lupo — nosząca miano prawdziwego samochodu segmentu A.

Miejsce 1 - ALFA ROMEO ARNA (1983-1987) - Pomysł na rankingi niezawodności ?

Największa pomyłka w historii Alfy Romeo to właśnie ten samochód — produkowany przez  włoską instytucję w latach 1983-1987. To w prostej linni następca udanego modelu Alfasud. Dostępny jako 3- lub 5-drzwiowy hatchback. Do napędu używano silników bokser o pojemnościach: 1,2 l, 1,3 l oraz 1,5 l. Moc przenoszona była na oś przednią poprzez 5-biegową manualną skrzynię biegów. Zgrozą już jest sam fakt co posłużyło za bazę do jego powstania — to nic innego jak naprawdę kiepski, marny i żałosny Nissan Chery. Samochód tak kiepski, że dla dobra całej opinii o marce, trzeba by było o nim szybko zapomnieć. Samochód został zastąpiony przez model Alfa Romeo 33. Nie ma zbytniego sensu dużego rozpisywanie się o względach urody Arny... nie ma co ukrywać, nie ma ich. To że Alfa Nissanowi dawała swoje silniki zakrawało na żart...

Bartłomiej Chruściński

Tagi: