FELIETON NACZELNEGO: A może Tata Nano? - wolę ospę !

Lubicie wszyscy herbate ? Herbata jest dobra. Można nie lubić kawy, ale herbate można pić wiadrami i z pewnością nikt nie ma na nią uczulenia (a może jest taka choroba?). Można ją słodzić albo nie, tak - herbatę lubią wszyscy. Dzisiejszy mój bohater to wynalazek jednego z największych dystrybutorów herbaty na cały świat - na każdej z jego opakowań widnieje logo tego samochodu. To samochód, który miał jeszcze raz pójść szlakiem przetartym ponad 100 lat temu przez Ford'a model T. To auto - miało spopularyzować samochody, w miejscach w których są potrzebne, ale ludzie tam nie mają dużych pieniędzy na nowoczesniejsze konstrukcje. Nikt go nie lubi, wszyscy nim gardzą... jest jak Kaczyński. A może bardziej jego kot ?

Prawda o produktach TATA? są mdłe, są kiepskie, są do bani, są do dupy. Generalnie takich samochodów jest dużo - a jednym z nich jest właśnie model Nano Hinduskiego producenta, którym nie wiadomo dlaczego, jakiś czas temu podniecał się ze szczęścia cały świat, aż dziennikarzom puszczały łzy ze szczęścia.

Jeśli ktoś, ponad 10 lat temu miał doczynienia z produktem koreańskim o nazwie Matiz - z pewnością będzie pamiętał jakie poruszenie na naszym Polskim rynku to auto wywołało. Za podstawowy model Friend z zegarkiem i kołpakami na wyposażeniu żądano w salonie Daewoo-Fso, kwoty 23 900 zł. Podstawowy Matiz 800 MPi w "golutkim" wariancie "Friend" to przy naszym dzisiejszym bohaterze, prawdziwie cywilizowany i luksusowy pojazd.

Nazwa Nano pochodzi od greckiego słowa ν?νος, co znaczy karzeł, powszechnie w języku angielskim słowem Nano określa się coś bardzo małego. Konstrukcja Nano to jest skorupa, w której umieszczono siedzenia. Całość dopełnia wręcz ascetyczna deska rozdzielcza. Poziom bezpieczeństwa jest na najniższym możliwym poziomie. Jakieś minus dwie gwiazdki w testach Euro NCAP.

Z prawdziwą magią liczb mamy doczynienia dopiero w danych technicznych. Dla przykładu zbiornik paliwa ma pojemność mniej więcej taką, jaką ma świąteczna zgrzewka Coca-Coli - 15 litrów. Sam silnik bardzo przypomina konstrukcje, którą my znamy z 1972 roku - to wtedy debiutował Fiat 126. Więc... w Nano silnik ma 2 cylindry, i pojemność 624 ccm. Moc może nie imponuje, ale 33 KM to wynik niezły, przekładający się na osiągi. Auto przyśpiesza w 8 sekund do... 60 km/h. Prędkość maksymalna na tych kółkach od wózka z marketu to... 105 km/h.

Prezes firmy - Ratan Tata na ceremonii prezentacji modelu Nano mówił: "Obserwowałem rodziny jadące na skuterach - ojciec prowadził pojazd, przed nim stało dziecko, za nim siedziała matka z drugim dzieckiem na kolanach. Pomyślałem więc, czy nie można by zapewnić taniego, bezpiecznego i niezależnego od pogody środka transportu dla takich rodzin. Inżynierowie i projektanci Tata Motors dawali z siebie wszystko przez cztery lata aby zrealizować ten cel".

Teraz druga strona medalu. W Indiach nienawidzą Taty Nano - z dwóch powodów. Pierwszy z nich to postępowanie koncernu z powodu bezprawnych działań. Produkcja tego auta miała rozpocząć się pod koniec 2008 roku. Plany Tata Motors wywołały falę protestów wśród rolników w Bengalu Zachodnim, którzy oskarżają firmę o bezprawne przejęcie ziemi pod budowę fabryki. Z tego powodu prace przy budowie fabryki, w której miał być produkowany Nano, zostały wstrzymane. Drugi powód jest poważniejszy: Nikt w Indiach nie kupuje Nano, bo tam ten samochód jest statusem... biedy. Gdy jeździsz Nano pokazujesz siebie sąsiadom jako biedaka. W Indiach wolą kupić używane auto zachodnie - poziom wygody, komfortu i bezpieczeństwa na dużo wyższym poziomie niż nowe Nano.

Nie będę się żalił, ale kilka lat temu gdy Tata wchodziła na Polski rynek poszukiwała osób, które ułożą jej plan marketingowy na działanie marki na terenie woj. pomorskiego. Byłem jedną z tych osób zaproszonych do przedstawienia swojej wizji. Mimo, iż moje pomysły spotkały się z zainteresowaniem, dziś wiem że sama marka ma się źle a w Europie nie znaczy praktycznie nic.

W Polsce oficjalnie wycofała się ze sprzedaży samochodów - nie ma obecnie polskiego przedstawicielstwa. Jednak sam koncern ma się dobrze. Samochód na razie jest dostępny tylko w Indiach, w planach jest jego eksport również i do Europy - podobno trwają testy adaptacyjne. Obawiam się, że tak tani samochód będzie miał katastrofalny wpływ na środowisko naturalne i doszczętnie zakorkuje już teraz zapchane indyjskie miasta. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że ten samochodzik to kamień milowy indyjskiej motoryzacji. Której największym osiągnięciem było produkowanie przez lata "pudełka po szprotkach" - Suzuki Maruti 800. Wg. obecnego cennika najtańszy model obecnie w przeliczeniu na złotówki kosztuje 6000 zł. My wiemy, że nie wszystko co tanie jest dobre. Myśle że w porównaniu z zachodnimi, używanymi konkurentami Nano nie przetrwa. Skończy marnie.

Pod względem emisji szkodliwych substancji Tata Nano wypada generalnie znacząco lepiej niż produkowane w Indiach motocykle i inne dziwne jednoślady. Europejskie normy to jednak za mało, rozwiązaniem może być nieco droższa jednostka napędowa, którą zapowiadano już podczas premiery w Indiach. (W oficjalnych danych producenta brak informacji o spełnianiu normy emisji spalin Euro 4, o której informowały niektóre media.) Zapowiedziano również pojawienie się w przyszłości wersji z silnikiem Diesla, prawdopodobnie o pojemności ok. 700 ccm, która ma spalać poniżej 3 litrów ropy na 100 km, co było by policzkiem w stronę takich graczy jak kiedyś Lupo 3L albo obecne Polo BlueMotion. Policzkiem na koszty, nie na bycie lepszym samochodem.

 Ciekawostka przyrodnicza: Tata Nano jest 4 drzwiowe - tylna klapa się nie otwiera. Dostęp do bagażnika jest poprzez tylne oparcie kanapy - starsi czytelnicy mogą pamiętać takie rozwiązanie z samochodu o naziwie P70 - chyba protoplasty Trabanta. Złośliwi twierdzą że cena zawiasów tylnej klapy, zamka i teleskopów znacząco podniosła by cenę samochodu. Ja jednak wiem, że ten samochód sukcesu Garbusa czy Forda T już nie odniesie. Będzie raczej pewnym zjawiskiem, które zostanie wyparte za jakiś czas z naszych umysłów. Niech żyje rynek używanych !

 Autor: Bartłomiej Chruściński, zdj. Internet

Tagi: