FELIETON NACZELNEGO: Nie ma szans na powrót Poloneza.

Każdy dobry, szanujący się na „headhunterskim rynku marketingowiec, wie doskonale, że najlepszym orężem w walce o klienta jest rozbudzanie zmysłów, pragnień. Potęgowane najlepiej powrotem do korzeni – dla jednych są to beztroskie, szczenięce lata, dla jeszcze innych pierwszy samochód. Dość spore zamieszanie wywołał niedawny projekt Pawła Zareckiego będący wizją Poloneza z roku 2015. Choć film na YouTube i zdjęcia projektu obiegły wszystkie najważniejsze portale internetowe, to dość liczne internetowe społeczeństwo nie zostawiło na samochodzie suchej nitki – wielu internautów nie znalazło żadnych analogi z dawnym produktem FSO. Wielu zarzuciło autorowi, że bliżej Polonezowi 2015 do... Audi A7 czy obecnych Skód i Nissanów. To jednak nic złego, najważniejsze jest jednak to, że projekt ten nigdy nie powstanie. Nie ma na to cienia szans.


Zdj. Trochę Skody Rapid, trochę Seata... szczypta Nissana, coś z Lexus'a - przepis na POLONEZ'a ? Możliwe, ale całkowicie nierealny.

Chcąc racjonalnie wytłumaczyć przyczynę klęski wskrzeszenia legendy już na starcie, musimy ją zestawić z obecnymi trendami rynkowymi. Polonez musiałby być crossoverem albo SUV-em, posiadać 3-cylindrowy silnik 1.4 Turbo o mocy 90 KM i kosztować przynajmniej 50-60 tys.zł. Tak zupełnie poważnie, jedyną sensową możliwością, by wskrzesić Poloneza, jest oferowanie w naszym kraju innego samochodu z tą plakietką – oczywiście, można by było pokusić się o drobne modyfikacje upodabniające auto do Poldka – nie wiem, czy ktoś wyrzynarką wycinałby tylne akwaryjne okienko albo restylizował atrapę z modelu Plus z charakterystycznymi... nerkami. Musielibyśmy oferować jakieś azjatyckie auto (Broń Nas Panie by nie był to Chery Amulet) i jedynie, na co liczyć, by ci, którzy dziś tak pieją z zachwytu nad miłością do Poloneza AD 2015, skusili się na jego nowe wydanie... nie kupując przy tym żadnego innego samochodu na rynku, który ma pewną przyszłość i oferowany jest przez prawdziwy, duży koncern motoryzacyjny. Inna kwestia, która mnie nurtuje to kwestia prawna. Pytanie jest proste – chodzi o prawo do nazwy Polonez (o którą tu tak naprawdę chodzi) – przypomnijmy, iż ostatnim jego wytwórcą był Koreański koncern Daewoo, który nie zbankrutował doszczętnie – funkcjonuje i wegetuje, oferując w Azji pojazdy. Czy Daewoo nadal posiada prawa do nazwy handlowej Polonez ? Czy zostały one zabezpieczone przez szefostwo, istniejącej jeszcze spółki FSO ?

Projekt Pawła Zareckiego nie jest pozbawiony sensu, choć równie dobrze w znaczku mogłbybyć każde inne logo.
Niemcy mają Golfa, Rumunii mają Logana (dali im go Francuzi) a my musimy się pogodzić, że nic nie mamy i mieć nie będziemy, nawet Poloneza. Teraz ten najważniejszy aspekt – miłość do legendy. Właśnie też dlatego powinniśmy zostawić Poloneza w spokoju. Żerania już nie ma, na terenie fabryki wyburzane są kolejne budynki – za kilka miesięcy będzie tam wybetonowany plac, który już dawno pod stołem został obiecany jakiemuś deweloperowi albo Francuskiemu hipermarketowi. Legenda Poloneza jest niedościgniona, bezapelacyjnie był jednym z najlepszych samochodów, jakie oferowaliśmy. Szkoda zmarnować jego charyzmę dla jakiegoś wątpliwego taniego, bezpłciowego i tandetnego samochodu z jego nazwą – serio, chcielibyście ? Musimy być realistami, inaczej pozostaniemy w wirtualnym świecie fantazji, lub w najgorszym wypadku zmuszeni będziemy sztucznie cieszyć się ze wskrzeszenia Syreny – jak ma to miejsce obecnie, w zakładach AMZ Kutno. Widzieliście ją na ulicy ? Słyszeliście czy ktoś ją kupił ? Polonez – Odszedł w chwale i niech tak zostanie.

Bartłomiej Chruściński / Zdj. Nowy Polonez 2015

Tagi: