FELIETON NACZELNEGO: Cinquecento było genialne !

centomania 2004-04-24 25 - Fiat CC kombi prototym 01Fajnie, że w końcu schodzimy na ziemię i opisywać będziemy na temat auta, którym z reguły powinni jeździć wszyscy dobrzy ludzie. Tak mi się wydaje...
W latach 70'tych samochodem, który zmotoryzował Polskę, był mały, niepozorny Fiat 126. Ojcem chrzestnym Garbusa był Hitler, natomiast „kaszlaka” w Polsce sam Edward Gierek. To on również sprowadził do naszego kraju nielimitowane zapasy coca-coli - wcześniej skazani byliśmy na Polo Coctę". Zasadniczo każdy z Was słyszał opowieści jak rodzina małym fiatem przemierzyła Europę, najczęściej kończąc swoją podróż w Bułgarii. Wiemy, że maluch woził telewizory Rubin czy pralkę Franie. Powszechnie znane są również dowcipy o 126, takie, jak: Co zrobić, by mieć wersję sportową malucha? Odpowiadam: wystarczy włożyć do bagażnika tenisówki. Nasi ojcowie i dziadkowie pamiętają zapewne jak bez trudu przewozili lodówkę a na wsiach nawet prosiaczka". Niestety w latach 90'tych na ulicach pełno było już zachodnich samochodów, a malucha zaczęto traktować jak niepotrzebny nikomu „wypierdek mamuta”.

 Z odsieczą przyszli po raz kolejny Włosi. Po zakończeniu produkcji malucha w roku 1977 ich jedynym małym samochodem była Panda, która debiutowała trzy lata później. Niejako następcą malucha został inny pojazd. Było to Cinquecento. Auto, które wywołało spore poruszenie. Kompletnie różniło się od swojego poprzednika. Najważniejszą zmianą było umiejscowienie silnika tam, gdzie powinien być od samego początku, czyli z przodu. Rewolucyjnym również okazała się ilość miejsca zagospodarowana w tak małym nadwoziu. Bez wątpienia następne 10 lat należały do Fiata Cinquecento.

Jego niewątpliwą zaletą również było niezłe jak na owe czasy prowadzenie. Prowadził się zdecydowanie lepiej niż w tamtych czasach Borys Jelcyn — po wypiciu wódki Moscva. W całym okresie produkcji cinquecento występowało tylko w jednym nadwoziu — był to trzydrzwiowy hatchback. My Polacy na szczęście nie gęsi i swój wkład w rozwój tej konstrukcji mieliśmy. To w Polsce powstały takie prototypy jak: Cinquecento sedan, model pięciodrzwiowy czy wersja z napędem na cztery koła. Nie będę Was zanudzał na temat silników, gdyż dokładny opis techniczny możecie znaleźć na Wikipedii.

Wspomnę tylko jednak, że do wyboru były trzy silniki: głośny, głośniejszy i hałaśliwy. Spośród wielu wersji, w jakiej w owym czasie występowały przed szereg wyróżnia się 54-konny Sporting. Auto dostępne w kolorach czerwonym, żółtym, srebrnym i czarnym. Zyskało ono wielu zwolenników, w większości wśród amatorskich kierowców wyścigowych, którzy docenili łatwość prowadzenia, niskie koszty i niezłą trwałość. Mając na względzie powodzenie, jakim cieszył się wariant Sporting warto dziś poszukiwać takiego egzemplarza, gdyż w przyszłości może być okazem kolekcjonerskim.

Sam Jeremy Clarkson uznał wyższość Sporting'a nad jego ukochanym, „wyspiarskim” Mini Cooperem. To, co przeszkadzało użytkownikom „cieniasa” to dość ubogie wyposażenie. W niektórych wersjach brakowało nawet zegarka. Inni z użytkowników powinni się cieszyć, że zamiast okrągłego wlewu paliwa otrzymali wersje z zamykaną klapką. Jasne - były modele wyposażone w elektryczne szyby, klimatyzacje, czy elektrycznie otwierany panoramiczny dach; jednak występowały one tylko na zdjęciach ilustrowanych katalogów. Bezpieczeństwo w Cinquecento jest tematem na inną dyskusję, a w zasadzie na rozprawę sądową. Oprócz pasów bezpieczeństwa kierowca oraz jego pasażerowie mogli liczyć tylko na wyższą instancję w niebie. Cinquecento w ostatecznym rozrachunku okazało się samochodem przyjaznym kierowcy, mimo iż przez 10 lat swojego żywota widok jego na ulicy denerwował innych kierowców. Powodem tego była ogromna liczba przedstawicieli handlowych mknących i wirujących na jezdni tym modelem, najczęściej z kratką i z błyszczącym emblematem VAN na tylnej klapie. Zresztą pokolenie to ma się dziś dobrze i tak jak po roku 2000 innych kierowców w modelu Seicento, tak obecnie wkurzają Ci w Pandach. Dziś Cinquecento to materiał na taniego Youngtimera.

Ciężko znaleźć już dziś przyzwoity egzemplarz, chociaż najczęściej może w jakimś garażu… u jakiegoś dziadka…, kto wie.


Podsumowując: Miał być tylko autem „z punktu a do b”, a zyskał serca milionów ludzi, jako towarzysz codziennego życia. Mimo że czasami marudził i stroił fochy, to okazał się w swojej prostocie samochodem doskonałym. Włosi posiedli tajemnice Grala. Stworzyli samochód — wzorzec dla całych lat 90'tych i mimo, iż miał wady, zalet miał dużo, dużo więcej; dlatego w kolejną rocznicę jego narodzin składam mu podziękowanie. Użytkownik dwóch egzemplarzy.
 

Bartłomiej Chruściński

 

 

 

 

 

 

 

 

Tagi: